3-krotny Mistrz Polski. Zwycięzca UCI Wyścigu Solidarności i Olimpijczyków oraz wielu wyścigów we Włoszech. Po 13 latach przerwy wróciłem do sportu — i pokażę Ci, jak zbudować formę, o której myślisz, że już Cię nie stać.
Zobacz ofertę treningową Poznaj moją historięTo nie jest teoria z podręcznika. To droga, którą sam przejechałem — z porażkami, złamanym kręgosłupem, 13-letnią przerwą i powrotem po czterdziestce.
Pochodzę z Golczewa — małej miejscowości w Zachodniopomorskiem. Przygodę z kolarstwem zacząłem w klubie Baszta Golczewo, pod okiem trenera Jacka Kołby. Pierwsze lata były trudne: więcej porażek niż sukcesów. Ale to właśnie one nauczyły mnie, że w tym sporcie nikt niczego nie dostaje za darmo.
W kategorii żaka zacząłem wygrywać pierwsze lokalne wyścigi. W kategorii młodzika przewagę mieli zawodnicy szybciej dojrzewający fizycznie — wypadałem nieźle, ale zwycięstw było niewiele. Zrozumiałem, że nie zawsze wygrywa najsilniejszy dziś. Wygrywa ten, kto się nie zniechęca.
Wygrałem Mistrzostwa Polski w wyścigu punktowym we Wrocławiu. Z bardziej wyrośniętymi rywalami wciąż walczyło się ciężko, ale 9. miejsce na górskich Mistrzostwach Polski w Srebrnej Górze otworzyło mi oczy: moje miejsce jest na wyścigach po górach.
Szanse fizyczne się wyrównały i wszystko zaskoczyło. W wielu wyścigach plasowałem się w czołówce, a na górskich Mistrzostwach Polski w Nowej Rudzie odniosłem pierwsze wymarzone zwycięstwo. Rok później obroniłem tytuł i w końcu wyjechałem na Mistrzostwa Świata do Lizbony, gdzie zająłem 13. miejsce. Ten wynik otworzył mi dwie drzwi: do Włoch i do Niemiec. Wybrałem Włochy.
Pierwszy sezon w kategorii U23 ścigałem się we włoskiej zawodowej ekipie UCI Miche Penna — bez większych sukcesów. Drugi sezon w polsko-włoskiej ekipie Pacific Nestlé Toruń–Daver Pontedera zakończyłem po czterech miesiącach: współpraca się nie układała, wróciłem do Golczewa i traciłem chęć do dalszego ścigania. Po kilku tygodniach trener Jacek po raz kolejny pomógł mi wrócić na rower. Dwa miesiące później na Mistrzostwach Polski zająłem 2. miejsce, pokonując całą ekipę, z której odszedłem. Kolejne miejsca na podium w Polsce i Niemczech otworzyły mi drogę powrotną do Włoch — tym razem do Feralpi, jednej z najlepszych drużyn młodzieżowych tamtych czasów.
Sezon w Feralpi zaczął się znakomicie: 10., 5., 4., 3., 2. i znowu 2. miejsce. A potem Busto Arsizio — 50 metrów przed metą wystrzeliła przednia opona. Uderzenie w barierki przy 65 km/h: złamanie i zgniecenie kręgu, złamanie obojczyka z przemieszczeniem. Tydzień leżenia na płasko w szpitalu, wypełnienie kręgu od środka przez najlepszych specjalistów, miesiąc rehabilitacji.
Po zgodzie lekarzy trenowałem indywidualnie we Włoszech z taką motywacją, że często wyjeżdżałem rano, a wracałem wieczorem. Na pierwszym wyścigu po wypadku powiedziałem kolegom z ekipy: „Sezon się kończy — ja to dzisiaj chcę wygrać. Odjeżdżamy w ucieczce, ktoś mnie rozprowadzi na finiszu." I tak się stało: odjazd, rozprowadzenie, zwycięstwo. Kamień z serca — strach po wypadku przełamany od razu.
Przeszedłem na zawodowstwo: dwa lata kontraktu w Amore & Vita–McDonald's, wyścigi po całym świecie i praca dla kolegów — bo kolarstwo to sport drużynowy. Wielokrotnie doganiali mnie na samej kresce. Potem dwa lata w Centri della Calzatura: w pierwszym roku wiele koszulek lidera i miejsc w czołówce, przerwane w czerwcu złamaniem obojczyka.
Na drugi rok postawiłem sobie jeden cel: wygrać wieloetapowy Wyścig Solidarności i Olimpijczyków. Na Mistrzostwach Polski przebite koło w końcówce pozwoliło tylko na 9. miejsce. Tydzień później zaatakowałem 180 km przed metą — w poprzednich latach doganiali mnie tuż przed kreską, tym razem wygrałem etap z przewagą 4 minut 20 sekund. Zwycięstwo etapowe i w klasyfikacji generalnej. Kolejny sezon przyniósł 7 zwycięstw — i decyzję o zakończeniu ścigania.
Po 13 latach kompletnej przerwy wróciłem do sportu. Wybrałem triathlon — trzy różne dyscypliny, które razem dają zdrowie kręgosłupa, kondycję i równowagę. Dziś mam na koncie wiele miejsc w czołówce mojej kategorii wiekowej i kontynuuję sportową pasję amatorsko z klubem RSC Bałtyk Rewal. Wiem, jak wygląda powrót po latach — bo sam go przeszedłem. I dokładnie tego uczę swoich podopiecznych.
Kraul odciąża stawy i kręgosłup, wzmacnia mięśnie głębokie i koryguje lata siedzenia za biurkiem czy kierownicą. To fundament, od którego sam zacząłem powrót.
Tu wnoszę doświadczenie zawodowca UCI. Trening oparty na strefach i watach, nie na przypadkowym „jeżdżeniu". Budujemy motor, który starcza na lata.
Dawkowany mądrze, po przygotowaniu ciała w wodzie i na rowerze. Spala, wzmacnia i daje wolność treningu wszędzie — bez kontuzji typowych dla „niedzielnych biegaczy".
Zanim kupisz jakikolwiek plan, przyjdź i sprawdź. W każdy wtorek września prowadzę darmowy otwarty trening na Orliku w Golczewie — dla chętnycj, którzy chcą ruszyć z miejsca.
Wtorki o 19:00. Od 22 września startujemy o 18:00 — gonimy słońce.
Orlik w Golczewie. Bez zapisów i bez sprzętu — wystarczą buty sportowe.
Mix pod triathlon: rotacyjnie bieg, rower i trening ogólnorozwojowy. Na start lekki marszobieg z ćwiczeniami — bez rzucania na głęboką wodę.
Każdy poziom. Jeśli ostatni trening zaliczyłeś ładnych parę lat temu — to spotkanie właśnie dla Ciebie.
Albo po prostu przyjdź. Wstęp wolny, zero zobowiązań — przychodzisz i trenujesz.
Nie sprzedaję gotowych PDF-ów. Prowadzę Cię tak, jak sam trenuję — konkretnie, indywidualnie i pod Twoje życie, nie odwrotnie.
Dla tych, którzy chcą sprawdzić, gdzie są — zanim ruszą.
Dla mężczyzn po 40, którzy zaczynają od kanapy, bólu pleców albo zadyszki na schodach.
Dla trenujących, którzy chcą realnych wyników: mocy, miejsc na mecie, kategorii wiekowej.
Ja po 13 latach przerwy wróciłem do formy po czterdziestce. Ty masz łatwiej — nie musisz szukać drogi sam. Napisz, a ustalimy, od którego etapu zaczynasz.
Napisz do mnie